admin 1Comment

Skoki spadochronowe to mocno specyficzna sprawa. Mimo, że powinienem napisać o moim pierwszym razie w powietrzu, to akurat przy okazji tego sportu musicie wiedzieć, że zamiast pierwszego skoku ważne są pierwsze dwa. A w zasadzie to trzy „pierwsze” skoki, o których chciałbym opowiedzieć.

Pierwszym jest skok w tandemie, gdzie jesteśmy przyczepieni do instruktora i  naszym jedynym zadaniem jest nie przeszkadzać.

Drugim jest nasz początkowy skok w trakcie szkolenie AFF (Accelerated Free Fall – czyli Przyspieszony Kurs Swobodnego Spadania), podczas którego skaczemy samodzielnie jednak o naszą sylwetkę dbają dwaj instruktorzy, wyskakujący razem z nami.

Ostatnim wreszcie jest nasz pierwszy samodzielny skok, kiedy nie ma obok nas nikogo i możemy cieszyć się byciem samodzielnym skoczkiem spadochronowym.

 

Pierwszy raz po raz pierwszy

Mój pierwszy skok, będący skokiem tandemowym wydarzył się w okolicznościach, które nie mogłyby być lepsze – zakończenie fantastycznego eventu w gorącym Dubaju, świetni ludzie, z którymi współpracowałem przez jakiś czas umożliwili mi zrealizowanie jednego z moich celów życiowych, owego skoku właśnie. Co więcej, to z niektórymi z nich planowałem wyskoczyć z w pełni działającego samolotu…Wszystko działo się na terenie niesamowitej strefy spadochronowej Skydive Dubai, położonej na terenie Dubai Marina.

 

Skok tandemowy – czyli pierwszy numer pierwszy. Tutaj chodzi tylko o twoje wrażenia, świetną zabawę. Zakres wiedzy, jaką musisz przyswoić jest minimalny i sprowadza się w zasadzie tylko do tego, by nie przeszkadzać instruktorowi podczas skoku. Kiedy nadejdzie wasza kolej, złap się tak i tak, głowę daj tam i tak dalej – wiedza ograniczona do minimum. W zasadzie jesteś tylko krzyczącym towarem przyczepionym do brzucha skoczka spadochronowego. Ok, to potrafię.

Skydive Dubai to sprawnie działająca maszynka do dostarczania niesamowitych wrażeń, wyloty odbywają się tutaj jeden za drugim, można powiedzieć, hurtowo. Najpierw oczywiście papierkologia, przydzielenie instruktora i skoczka filmującego, ewentualna zmiana obuwia. Wszystko oczywiście w świetnej, luźnej atmosferze, a tylko lekkie, ale narastające podświadome zdenerwowanie przypomina ci, że już niedługo, już za chwilę, zrobić coś, co niekoniecznie jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

Atmosfera zagęszcza się w momencie ubierania na siebie uprzęży, którą podczepi do siebie twój instruktor już po wejściu do samolotu, co też następuje szybko, może nawet trochę za szybko jak na twój gust w tym momencie.

Siedzisz już w samolocie wraz z innymi skoczkami – tandemami (rozpoznajesz ich po mocno specyficznych minach, którą sam masz już w tym momencie), skoczkami samodzielnymi i oczywiście waszymi instruktorami. Nagle ryk silnika zwiększa się jeszcze, mocne przyśpieszenie i uczucie podnoszenia żołądka do gardła, kiedy odrywacie się od powierzchni pasa startowego.

W samolocie podczas jego wznoszenia panuje dokładnie taka sama atmosfera jak poniżej. Śmiechy, żarty do kamery, nagrywane pozdrowienia dla rodziny i bliskich, przerywane otwarciem drzwi (o cholera…) kiedy jakaś grupa samodzielnych skoczków wyskakuje na niższej wysokości niż wasze planowane circa cztery kilometry.

Kluczem do odmienności tego pierwszego skoku względem innych jest to, że nie masz tutaj wpływu w zasadzie na nic – całą pracę wykonuje twój instruktor. I tutaj zależnie od charakteru – jednych to uspokoi („Hej, przecież to profesjonalista! Jestem w dobrych rękach!”), innych wręcz przeciwnie („Oddaję swoje życie całkowicie w cudze ręce!!!”).  Ja należałem raczej do pierwszej z tych grup, inna sprawa, że osoby, z którymi skakałem (nie zapominajcie, że leci z wami też kamerzysta!) poznałem wcześniej, nie byli więc dla mnie jakimiś przypadkowo dobranymi pracownikami strefy.

No i jest, wysokość – cztery kilometry nad ziemią. Przez niewielkie okna samolotu Dubaj wygląda niesamowicie, na prawdziwie tłuste widoki czas przychodzi jednak za chwilę…Ale najpierw – wyjście z samolotu. Ktoś otwiera drzwi i w samolocie staje się jeszcze bardziej głośno a my przysiadamy na krawędzi nicości. Tu nawet nie chodzi o wysokość – na czterech kilometrach nasz mózg, nienawykły w żaden sposób do tego rodzaju widoków kwituje to spokojnym nawet: „O, google maps!”. To ogromny pęd, wizg powietrza zrobił na mnie największe wrażenie. No nic, adrenalina – na pełnym wtrysku, łapy na szelkach, trzy bujnięcia – raz i, dwa i, trzy i…o choooooolera!

Kamerzysta, który wyskakuje chwilę wcześniej, złośliwie łapie w tym momencie ujęcie mojej przegłupio wyglądającej twarzy. Nagle, widok, który robił na tobie wrażenie, kiedy wyglądałeś przez szybkę samolotu, rozpościera się wszędzie, przestrzeń totalna. I ten wizg i opór powietrza, utrudniający nawet oddychanie – dopiero dużo później dowiedziałem się, że ze względu na ułożenie, delikatne trudności w oddychaniu są największe właśnie podczas skoków tandemowych, nie ma ich (o dziwo) podczas skoków samodzielnych.

Ale akurat oddychanie to nie jest to czym sobie w tym momencie zawracasz głowę, zanim dogonisz mentalnie sytuację w której się znajdujesz, czujesz klepnięcie w ramiona (znak, że możesz puścić szelki).  W nieskończonej przestrzeni wokół siebie widzisz latającego, uśmiechniętego (co!?) kamerzystę, który pokazuje ci na migi żebyś sam się uśmiechnął. I faktycznie, z każdym ułamkiem sekundy wypełnia cię TO uczucie, które ścigasz przez całe życie. Już nie tylko uśmiechasz się, ale krzyczysz z radości na całe gardło bo jesteś przecież, cholera, najszczęśliwszą osobą na świecie w tym momencie! Twój instruktor obraca was na wszystkie strony żeby umożliwić ci podziwianie widoków, kamerzysta także co chwilę zmienia pozycję a ty chłoniesz tonę doznań, jakie w ciebie w tym momencie napierają.

Nagle ciałem wyczuwasz ruch instruktora i już za chwilę coś ze sporą (nie tak dużą, jak wyobrażałeś sobie to jeszcze na ziemi) siłą ciągnie cię ku górze. Trzask otwieranego spadochronu i nagle jest dużo dużo spokojniej…co nie znaczy, że mniej fantastycznie. Widoki nadal urywają De (w końcu to Dubaj!) a ty możesz nawet posterować chwilę spadakiem – banał, tam gdzie ciągniesz tam lecisz, gdyby jeszcze tak przy tym wszystko nie przewracało ci się w żołądku…Tymczasem ziemia zbliża się szybko, już rozpoznajesz kumpli, którzy ze swoimi instruktorami wylądowali chwilę wcześniej. Podciągasz nogi i za chwilę je wyprostowujesz, kiedy dotykacie ziemi. Kamerzysta ląduje chwilę później, podbiega uśmiechnięty i pyta cię o coś (jakbyś był w stanie teraz cokolwiek sensownego sklecić w odpowiedzi…) a ty czujesz, jak bardzo się trzęsiesz. I jak cholernie szczęśliwy jesteś w danym momencie.

***

W tym momencie mogą wydarzyć się w zasadzie trzy rzeczy w twoim podejściu do tego, co przed chwilą odwaliłeś – pierwsza to (najrzadsze chyba) uczucie, że było przerażająco i jesteś bardziej szczęśliwy, że żyjesz, niż, że skoczyłeś. Druga, to, że było świetnie, rzecz odhaczona i można zastanowić się, co kolejnego z tego rodzaju przygód chciałbyś spróbować. Trzecią jest myśl „Cholera, chcę więcej!”. A, że to właśnie była moja myśl, dlatego przeczytacie jeszcze o kolejnych „pierwszych” skokach.

 

One thought on “Pierwszy skok spadochronowy – po raz pierwszy

Dodaj komentarz